RSS
 

Syrop malinowy zanim przyjdą mrozy…

04 paź

Syrop malinowy to bezapelacyjnie jeden z tych domowych, zdrowych i naturalnych antybiotyków na okres jesienno-zimowy. Wylicza się go na jednym z pierwszych miejsc razem z naparem lipowym, miodem (też często lipowym), belgijskim kakao, mlekiem z miodem, czy syropem z cebuli (chociaż ten ma stosunkowo mało zwolenników). Oprócz walorów leczniczych syrop malinowy ma szerokie zastosowanie w kuchni, gdyż oprócz stosowania go jako dodatku do gorącej herbaty można go także: rozpuszczać w wodzie, polewać nim desery takie jak panna cotta czy choćby domowa kaszka manna na mleku, a także dla wielbicieli lodów i gofrów – przygotowywane desery. Polecam zatem, póki maliny jeszcze w sklepach oraz leśnych zagajnikach! Pamiętajcie – do pierwszych mrozów!!!

Syrop malinowy

Składniki na około 1l gotowego syropu:

✔ 1 kg malin (najlepiej leśnych)
✔ 1 kg cukru
✔ sok z połowy cytryny

Sposób przygotowania (min. 24h + 1h):

Maliny obrać z szypułek i dokładnie opłukać w zimnej wodzie. Umyte owoce wysypać na rozłożonej na blacie płóciennej ścierce lub na papierowym ręczniku na około godzinę, by ewentualni nieproszeni goście mogli opuścić malinowe lokum.

Opustoszałe owoce umieścić w garnku o grubym dnie lub w dużym słoju. Następnie, za pomocą pałki do ucierania lub łyżki pougniatać je tak, aby powstała papka. Do malin dodać cukier i wymieszać dokładnie z malinami. Naczynie przykryć podwójną warstwą płóciennej ścierki i odstawić w chłodne miejsce (np. do lodówki) na minimum dobę, a najlepiej dwie. Co jakiś czas należy maliny przemieszać czystą łyżką.

Po wyznaczonym czasie maliny postawić na blacie kuchennym, dodać sok wyciśnięty z połówki cytryny (należy uważać, by cytrynowe pestki nie wpadły do środka – najlepiej robić to przez sitko) i poczekać, aż całość osiągnie temperaturę pokojową. Jeśli przechowywaliśmy maliny w słoju należy także przełożyć je do garnka o grubym dnie.

Tak przygotowane owoce na niewielkim ogniu doprowadzamy do wrzenia cały czas mieszając, po czym wyłączamy kuchenkę. Jeśli podczas gotowania na powierzchni pojawiła się piana, wówczas należy mieszać energicznie do jej zaniku lub łyżką kuchenną zdjąć ją z powierzchni. Po pozbyciu się piany owoce przekładamy do drugiego garnka przykrytego wygotowaną, suchą gazą i czekamy, aż masa nieco przestygnie by móc ją wycisnąć lub po prostu przecedzamy owoce na sicie, oczywiście wyciskając z nich jak najwięcej soku. Tak przygotowany syrop zagotowujemy ponownie i gotujemy 2-3 minuty. Po tym czasie gorący przelewamy do wyparzonych butelek lub słoiczków i poddajemy pasteryzacji.

Syrop wykorzystujemy do herbaty w zimie (szczególnie lipowej), jako dodatek do ciast i deserów (np. serników) lub po prostu w postaci syropu do wody.

Owoce i pestki pozostałe po przygotowywaniu syropu można wykorzystać jako owocową bazę pod galaretkę dodając doń roztwór żelatyny, lub pod kisiel – dodając zawiesinę ze skrobii ziemniaczanej, łyżki cukru i wody i zagotowując. Jest to idealny podwieczorek dla całej rodziny.

Przepis na syrop oraz inne wspaniałe jesienne potrawy, m.in. ze śliwkami, gęsiną i dynią znajdziecie w nowym numerze Magazynu Maszkety (#2), do którego lektury serdecznie zachęcam! :)

Magazyn Maszkety #2

KLIKNIJ TUTAJ

 

Tysiąc nazw bozener crostoi. Włoskie mini-pączuszki – szybkie i bez drożdży

25 lut

Tłusty Czwartek zbliża się wielkimi krokami :). Dla niektórych to długo wyczekiwany, upragniony i ulubiony dzień w roku. Można wtedy absolutnie bezkarnie (o ile nie będziemy się później oglądać w lustrze i stawać na wadze ;)) objadać się tłustymi pączkami, faworkami, gniazdkami, donutami i innymi słodkościami, których na co dzień może nawet unikamy.
Jednak jeśli kiedykolwiek ktoś robił pączki wie, że nie jest to wcale taka łatwa sprawa. Niektórym hobbystom świata pozakulinarnego, którzy czasem wchodzą do kuchni z lekką dozą paniki choć nierzadko chcieliby przygotować coś dobrego, już samodzielne przygotowanie zaczynu drożdżowego wywołuje ciarki na plecach ;). Rozumiem to bardzo dobrze dlatego mam ciekawą propozycję, która nie wymaga stania 3 godzin przy garnku z gorącym olejem, wyrabiania ciasta w nieskończoność, oczekiwania całej nocy aż ciasto wyrośnie oraz propozycję która jest… niekoniecznie bardzo kaloryczna! A dlaczego? Ponieważ mini-pączuszki, które dziś Wam prezentuję tylko chwilę kąpią się w oleju – nie chłoną go jak gniazdka czy pączuchy. Są szybkie w przygotowaniu (zrobienie dużej miski tych maluchów zajmuje około godziny) i nie używamy drożdży do ich wykonania. Składniki na nie każdy na pewno ma w domu, co jest dodatkową zaletą, bo można je zrobić nie tylko od święta, ale na przykład gdy nagle okazuje się, że mają do nas wpaść znajomi z niezapowiedzianą odpowiednio wcześnie wizytą :). W smaku podobne są do faworków, ale robi się je znacznie szybciej ;). Ot takie poduszeczki :).

 

Polecam te pączuszki, które powszechnie nazywają się bozener crostoi ale nikt nie wie dlaczego, ani co to znaczy. Oprócz polskich stron praktycznie cisza w eterze. To dobry przykład przepisu, który został nazwany z inwencji własnej jakiejś osoby :). Przyłożyłam się do poszukiwań i niewiele znalazłam. Szukając dotarłam do wielu źródeł wskazujących na Chiacchiere (po włosku „pogaduszki”) – coś na kształt naszych faworków, Grostoi, Crostoli lub Crostoi, które mogą przybierać różniste postacie ale skład mają iście faworkowy. Najbliżej byłam chyba tutaj: Grostoi, choć w składzie znalazły się drożdże.  Jak zatem widać z owych poszukiwań niewiele wynikło, bo tak właściwie to dalej nie wiemy jak one miałyby się właściwie nazywać ;), choć kombinować można. W internecie krążą pod dziwną i nie wiadomo skąd wziętą nazwą „bozener crostoi” ale niech tak zostanie. Przynajmniej wiadomo o jakie cudeńka chodzi ;).

Składniki (na dużą miskę, około 130 szt.):

✔ 400 g mąki pszennej + 2 łyżki do podsypywania
✔ 2 jajka
✔ 130 ml mleka
✔ 60 g cukru
✔ 30 g masła
✔ 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
✔ 20 ml Grappy (włoski alkohol) lub wódki/spirytusu lub innego alkoholu (u mnie likier czekoladowy – dałam 30 ml)
✔ szczypta soli
✔ opcjonalnie 2-3 krople aromatu waniliowego lub śmietankowego

oraz dodatkowo:

✔ 1 l oleju do smażenia
✔ cukier puder lub cukier puder z cynamonem do posypania

Sposób przygotowania (około 1 h):

Mąkę (400 g), jajka, mleko, proszek do pieczenia, rozdrobnione masło, cukier, sól i alkohol zagnieść na jednolite ciasto. Następnie ciasto partiami rozwałkowywać na blacie posypanym niewielką ilością mąki na grubość około 2-3 mm. Tak przygotowanie ciasto ciąć na kwadraciki o wymiarach około 3×3 cm.

Można też używać malutkich foremek do ciastek i wykrawać kształty, pokroić ciasto na romby lub formować kuleczki (wychodzą z nich trójlistne koniczynki ;)). Wszystkie sposoby wypróbowałam i udają się, co widać na zdjęciach poniżej ;).

Tak przygotowane ciasteczka z danej porcji ciasta smażyć partiami na rozgrzanym do 180°C tłuszczu na złoto- brązowy kolor. Pomocna do tego będzie frytkownica, chyba, że mamy termometr :). W trakcie smażenia należy przewrócić je na drugą stronę by były usmażone z obu stron.
Usmażone pączusie wyjmować łyżką cedzakową i osączać z tłuszczu na papierowym ręczniku. Lekko ciepłe posypać cukrem pudrem.
Najlepiej smakują właśnie takie jeszcze lekko ciepłe :).

Smacznego końca karnawału! :)

 

Śniadaniowe combo, czyli zdrowy mus bananowy Kasi (z siemieniem lnianym)

09 lut

Dziś będzie o zdrowym koktajlu, a w zasadzie musie, który kawał czasu temu pokazała mi Kasia, i który od razu pokochałam. Co prawda moja wersja jest nieco bardziej bogata, ale dzięki temu stworzyłam „combo śniadaniowe”, które wzbogaciłam masłem orzechowym, miodem i cytryną. Najpierw jednak będzie o samym lnie.

Warto odżywiać się zdrowo – wiemy o tym wszyscy. Świat mediów, a zwłaszcza kobiecej prasy i telewizji śniadaniowych, ale także inne źródła trąbią o tym na okrągło. Problematyczne jednak dla laika wydaje się przygotowywanie zdrowych i zbilansowanych posiłków oraz długo trwa nauka „co z czym i do czego” oraz „kiedy”. Mówi się duuużo o owocach, warzywach (zwłaszcza o tych), bo „cukry proste” albo „mało cukru”, „dużo wody” i „błonnik”. Ale w Polsce niewiele mówi się o innych korzystnych dla zdrowia produktach. Przykładem takiego często zapominanego produktu jest len i produkty spożywcze jego pochodzenia. A przecież len to właśnie między innymi błonnik! To roślina, której nasiona w 27% składają się z błonnika!

Siemię lniane to nic innego jak nasiona lnu zwyczajnego. Są oleiste i wykorzystywane między innymi do pozyskania oleju roślinnego o żółtawym zabarwieniu i intensywnym, cierpkim zapachu lub śluzowej substancji przeznaczonej do bezpośredniego spożycia. Siemię lniane jest jednym z najpopularniejszych środków medycyny naturalnej, jeśli chodzi o ilość i różnorodność zastosowań. Stosowane jest do łagodzenia szeregu dolegliwości układu pokarmowego, a także oddechowego, oraz zewnętrznie. Ma przede wszystkim działanie osłonowe oraz stabilizujące (Źródło: Wikipedia).

W 100 g nasion lnu zawarte jest:
42 g tłuszczów w tym 29 g wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, 7,5 g jednonienasyconych;
27 g błonnika;
18 g białek o bardzo korzystnym zestawie aminokwasów;
1,6 mg witaminy B1 (126% dziennego rekomendowanego spożycia);
0,473 mg witaminy B6 (36% dziennego rekomendowanego spożycia);
392 mg magnezu (106% dziennego rekomendowanego spożycia);
255 mg wapnia;
5,73 mg żelaza (46% dziennego rekomendowanego spożycia);
4,34 mg cynku (43% dziennego rekomendowanego spożycia).
(Źródło: USDA Nutrient databas. % dziennego rekomendowanego spożycia z angielskiej Wikipedii)

Siemię lniane jest spożywane najczęściej po namoczeniu całych ziaren lub ich rozgnieceniu. Praktycznie nie ma smaku, ewentualnie przy postaci zmielonej jest to posmak delikatnie gorzkawy. Siemię jest spożywane nie tylko przez człowieka, ale także dodawane do karmy zwierzęcej, np. dla psów, aby przeciwdziałać zaparciom.
W układzie pokarmowym działa łagodząco przy bardzo wielu objawach, czasami nawet przeciwstawnych. Stosowane jest przy biegunkach lub zaparciach, a także zapobiegawczo dla zapewnienia prawidłowej perystaltyki jelit. Szczególnie cenione przy wszelkich nieżytach i nadkwasotach, a nawet owrzodzeniach. Spożywane także w celu dostarczania organizmowi wielu cennych substancji, jak mikroelementy oraz cholina, znajdująca się w lecytynie.
Siemię lniane (ale nie olej lniany) obniża poziom tzw. złego cholesterolu (LDL) w organizmie. Siemię jest również bogate w łatwo przyswajalne białka, a szczególnie w egzogenne aminokwasy. Siemię ma największą zawartość lignanów wśród żywności – fitoestrogenów o aktywności przeciwutleniaczy, a przez to zalecany jest jako środek wspomagający w profilaktyce nowotworowej. Spożycie 30 g zmielonego siemienia dziennie spowodowało po miesiącu spadek o połowę tempa podziałów komórek nowotworowych raka prostaty. Siemię spożywane jest również w celu zwiększenia wilgotności śluzówki, stosowane przy suchym kaszlu, a także wspomagająco przez osoby forsownie używające swojego głosu (np. śpiewacy) (Źródło: Wikipedia).

Jeśli chodzi o walory kulinarne to prażone siemię lniane stosowane było, zwłaszcza w okresie postu, do okraszania ziemniaków oraz jako dodatek do sałatek, a mączka z siemienia (len mielony) służy do zdrowego zagęszczania potraw, np. zup i sosów.

Firma „Zielony Nurt” zaproponowała mi ostatnimi czasy przetestowanie ich produktu – siemienia lnianego odmiany „Złoty Oliwin„. Odmiana Złoty Oliwin należy do najbogatszych poznanych dotychczas źródeł wielu cennych składników odżywczych, ważnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu człowieka. Występuje w tym siemieniu duża ilość kwasów tłuszczowych, w których przeważają NNKT eliminujące nadmiar tzw. złego cholesterolu we krwi. Zawiera błonnik pokarmowy, zarówno w formie rozpuszczalnej, jak i nierozpuszczalnej. Ponadto występują w nim witaminy rozpuszczalne w wodzie (z grupy B), sole mineralne, a także lecytyna (Źródło: Zielony Nurt). Muszę przyznać, że jest to najsmaczniejsze siemię lniane jakie do tej pory miałam i mogę je z całego serca polecić – ma delikatny, maślany smak i żadnej goryczki – PYCHA!

Koktajl z banana i sparzonego siemienia lnianego, którego konsystencja w zasadzie przypomina bardziej mus i kisiel został przeze mnie (w odniesieniu do receptury Kasi) wzbogacony o masło orzechowe, miód i kilka kropli soku z cytryny dla zbilansowania smaków. Piję taki koktajl 2-3 razy w tygodniu zamiast śniadania. Szczerze polecam, bo dobre samopoczucie gwarantowane! :)

Składniki (na 1 solidną porcję 300 ml):

✔ 2 łyżki siemienia lnianego (np. Złoty Oliwin)
✔ 150 ml wrzątku
✔ 1 dojrzały banan
✔ 1 łyżka masła orzechowego
✔ 0,5 łyżki miodu
✔ 1-2 łyżeczki soku z cytryny
✔ woda lub mleko do uzupełnienia (opcjonalnie)

Sposób przygotowania (15 minut):

Siemię lniane zalać wrzątkiem i przykryć.

W międzyczasie obrać banana, pokroić na mniejsze kawałki i umieścić w wysokim naczyniu. Dodać masło orzechowe, miód i sok z cytryny.

Jeśli siemię jest już sparzone i nieco zgęstniało wlać do reszty składników i blendować na wysokich obrotach około 3-4 minut by siemię maksymalnie dobrze rozdrobnić. W razie potrzeby uzupełnić wodą lub mlekiem i jeszcze chwilę blendować. Przelać do wysokiej i pojemnej szklanki, pić od razu bo zgęstnieje ;-). Nasionka należy schrupać! ;-)

Smacznego! :)
Poniżej link do sklepu zielonynurt.pl i KOD ZNIŻKOWY NA ZAKUPY! :)

 

Pasta sałatkowa z makreli

03 lut

Każdy z nas ma w pamięci smaki z dzieciństwa. Takim moim niezapomnianym smakiem jest na przykład galaretka z czarnej porzeczki moich babć, zupa owocowa, kotlety mielone mamusi albo jajecznica z papryką zieloną mojego taty, która była nieodłącznym elementem niedzielnych poranków :). Takich wspominków z dzieciństwa mam mnóstwo i za każdym razem, gdy wspominam takie chwile czuję ten smak, zapach bardzo wyraźnie… Do tego fantastyczne jest uczucie, że komuś kiedyś sprawiało to ogromną radość, że mógł zrobić coś pysznego dla innych. Ten fenomen zrozumiałam wtedy, kiedy sama zaczęłam czerpać wielką przyjemność z gotowania dla innych. A gdy mogę przygotować coś smacznego, zdrowego i jeszcze w dodatku mającego duże znaczenie tradycyjne, bo pasta ta jest w mojej rodzinie uznawana powszechnie za obowiązkowy element rozmaitych rodzinnych kolacji, to cały proces nabiera jeszcze większego znaczenia emocjonalnego. Przypominają mi się bowiem chwile, gdy pomagałam babci w przygotowywaniu dań, kiedy krzątałam się po kuchni i bacznie obserwowałam każdy jej krok, a ona z gracją i niezwykłą finezją potrafiła robić cuda. Byłam niejednokrotnie oszołomiona jak to się dzieje, że spod jej rąk wychodzą takie pyszności… A teraz, kiedy sama weszłam na kulinarną ścieżkę próbuję sama dorównać temu „kulinarnemu guru” jakim była babcia i mam nadzieję, że z pozytywnym skutkiem :).

Oto pasta z wędzonej makreli z ogórkiem kiszonym i cebulą – idealna na kanapki :).

Składniki (na miseczkę 400 ml, 4 porcje):

✔ 1 makrela wędzona około 350 g
✔ 1 średniej wielkości cebula (około 70 g)
✔ 2 ogórki kiszone (około 100 g)
✔ 2 łyżki majonezu
✔ 1 łyżka musztardy (najlepiej stołowa lub jerozolimska)
✔ pieprz i sól do smaku

Sposób przygotowania (około 30 minut):

Dokładnie umyć ręce, a następnie  niewielkimi partiami mięso z makreli bardzo dokładnie rozdrabniać w palcach i pozbawiać ości. Cebulę i ogórki pokroić w drobną kosteczkę. Wszystkie składniki umieścić w większej misce, dodać majonez i musztardę i dokładnie wymieszać. Doprawić szczyptą pieprzu i w razie potrzeby solą (makrela i ogórki mogą być wystarczająco słone).
Podawać na kanapce z sałatą lub w formie mini kanapeczek na wszelkich imprezach.

 

Muffiny jabłkowo-cynamonowe pod cynamonową kruszonką

26 sty

Muffiny, muffinki cóż w was takiego, że się odpędzić nie można od tego? ;-)

My się odpędzić nie umiemy… toteż w sezonie zimowym nie ma lepszej wersji muffinek niż pomarańczowe albo… jabłkowe z cynamonem :). Taaak… aromat pieczonych jabłek i słodkiego cynamonu w caaaałym domu… Jednym słowem – przepis na udane popołudnie :).

 

Składniki (na 8-12 muffinek w zależności od wielkości foremki):

-babeczki:

✔ 300 g mąki tortowej
✔ 300 g gęstego jogurtu naturalnego
✔ 100-120 ml soku jabłkowego
✔ 120 g cukru trzcinowego
✔ 2 jabłka średniej wielkości, najlepiej słodkie czerwone (jonagold, jonaprice)
✔ 2 jaja
✔ 90 ml oleju
✔ 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
✔ 1 płaska łyżeczka cynamonu
✔ szczypta soli

-kruszonka:

✔ 150 g miękkiego masła
✔ 80 g mąki krupczatki
✔ 80 g cukru trzcinowego
✔ 1 łyżka cukru waniliowego
✔ 1 płaska łyżeczka cynamonu
✔ szczypta soli

Sposób przygotowania (30 minut + pieczenie):

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C (u mnie góra + dół i nawiew).

Ciasto:
Suche składniki umieścić w misce i wymieszać. Dodać mokre składniki i dokładnie wymieszać na jednolitą masę. Jabłka dobrze umyć, przekroić na połówki i usunąć gniazda nasienne. Z 3 połówek obrać skórkę i pokroić je w dość kostkę około 1×1 cm. Tak pokrojone 1,5 jabłka dodać do masy i dokładnie wymieszać. Przekładać ciasto do silikonowych foremek lub papilotek umieszczonych w foremkach (same papilotki mogą być zbyt wiotkie dla tej masy – jest ona bowiem wilgotna i stosunkowo rzadka). Ostatnią, nieobraną ze skórki połówkę jabłka pokroić w cienkie plasterki, które posłużą do dekoracji wierzchu babeczek.

Kruszonka:
Miękkie masło, mąkę, cukry, cynamon i sól umieścić w misce i zagnieść kruszonkę o jednolitej strukturze. Nałożyć na wierzch ciasta w foremkach. Udekorować plasterkiem lub plasterkami jabłka (należy je włożyć do masy do 1/3 wysokości, skórką do góry).

Tak przygotowane babeczki włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 25-30 minut w zależności od stopnia zrumienienia kruszonki. Powinna być złocista jak moja :).
Podawać na zimno, ale u mnie połowa zniknęła będąc jeszcze gorąca ;-). I nie bolał nas brzuszek ;-).
Smacznego!

 

Moja śląska słodka moczka

23 gru

Moczka to danie. Generalnie nie można jej nazwać zupą, chyba, że ktoś robi ją „na rzadko”. Moja jednak przypomina konsystencją czekoladowy budyń – jest ciemna, gęsta i lepka. Dla mnie to świetne danie, słodkie, smaczne, świąteczne, i choć mogące stać kilka dni to nie suche, jak dzieje się w przypadku makówek czy ciast :).

Czym w ogóle jest śląska moczka? Przytoczę w tym miejscu zapis z Wikipedii, który oddaje dokładnie w swoim opisie naszą śląską moczkę – taką bez marchwi, pietruszki, pasternaku itd. a taką pyszną, słodką i bakaliową :).

Moczka „przygotowywana jest ze specjalnego rodzaju piernika, migdałów, rodzynek, suszonych śliwek, suszonych moreli, gruszek, suszonych fig, orzechów laskowych i dużej ilości ciemnego piwa, w którym moczy się składniki. Zamiast piwa używano dawniej wywaru jarzynowego lub rosołu na łbach karpi.
Należy dodać, że w każdej części Śląska przepis na moczkę jest inny, głównie różni się on dodatkami ale podstawą moczki pozostaje piernik.
Z czasem przepis na moczkę zmieniał się, dziś można spotkać go również bez dodawania piwa, z dodatkiem owoców oraz kompotów tak aby moczka była słodka a nie przypominała zupy jarzynowej z owocami.” (Źródło: Wikipedia)

Moja moczka bazuje na kompocie, pierniku, miodzie i bakaliach. Dodaję do niej także czekoladę i odrobinę masła, co poprawia jej konsystencję i podkreśla świąteczny smak.

Składniki (na garnek około 1,5-2 litrów, 8-10 porcji):

✔ 300-320 g dobrego, prawdziwego piernika (może być przekładany albo czekoladowy – taki, jaki pieczemy na święta :) )
✔ 0,5 l kompotu truskawkowego
✔ 0,5 l kompotu śliwkowego (polecam śliwki węgierki ale mirabelki też będą dobre)
✔ 80-100 g suszonych śliwek
✔ 80 g rodzynek
✔ 60-80 g suszonych daktyli
✔ 50 g migdałów (całe i/lub w płatkach)
✔ 50 g orzechów laskowych
✔ 50 g orzechów włoskich
✔ 100-150 g czekolady (mleczna lub deserowa)
✔ 4-5 łyżek miodu
✔ 1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej drobno krojonej
✔ 1 łyżka soku z cytryny
✔ 1 łyżka masła
+ opcjonalnie: 0,25 l piwa ciemnego (np. karmelowe) lub wody lub kompotu do namoczenia

Sposób przygotowania:

Piernik pokroić na mniejsze kawałki. Można namoczyć go w dodatkowo przygotowanej wodzie (około 1,5 szklanki), piwie lub kompocie (opisane jako „opcjonalnie”), ja jednak nie dodaję więcej płynów niż wypisałam. Z kompotów wyciągam i odkładam na bok owoce, a kompoty wlewam do garnka. Wrzucam piernik i podgrzewam na małym ogniu do zagotowania. Mieszam co jakiś czas. Piernik powinien się rozpuścić, jeśli jednak to nie nastąpi można wspomóc się blenderem ;).
Śliwki i daktyle kroję na mniejsze kawałki, ale nie za małe, bo muszą być wyczuwalne w moczce. Migdały całe, orzechy włoskie i laskowe siekam ale również niezbyt drobno. Osobiście migdały dodaję w brązowych łupinkach – nie parzę ich, bo usuwanie skórek nie jest konieczne. Preferuję także dać 30-35 g migdałów całych a około 15-20 g w płatkach, ponieważ w rezultacie daje to ciekawszą strukturę moczki :). Pokrojone  posiekane bakalie i skórkę pomarańczową wrzucam do gotującej się moczki. Dodaję połamaną czekoladę (część mlecznej, część deserowej – według uznania). Gotuję na niewielkim ogniu około 15 minut często i dokładnie mieszając od dna by się nie przypaliła.
Po tym czasie do moczki dodaję miód, sok z cytryny oraz masło. Mieszam dokładnie a następnie wrzucam wcześniej wyjęte z kompotów owoce. Należy pamiętać, by śliwki pozbawione były pestek! Całość doprowadzam od wrzenia często mieszając.
Można podawać zarówno na ciepło jak i schodzoną – na oba sposoby inaczej smakuje! :)
Gdyby moczka wymagała przyprawienia sugerują niewielką ilość przyprawy do piernika oraz miód lub cukier do dosłodzenia, jednak powinno być w sam raz! :)

Zamiast kompotu ze śliwek można użyć agrestowego lub jabłkowego – istnieje duża dowolność w tym zakresie.
Proponuję spróbować z dodatkiem piwa – wówczas gdyby moczka była za rzadka należy dać więcej piernika :).

Smacznych świąt! :)

 

Pierniczki z witrażem :)

13 gru

Pierniczków na święta nigdy za wiele! ;)
Te, z witrażykiem, nie dość, że cieszą podniebienie to i oczy! Wypróbujcie w tym roku, jak nie próbowaliście ich jeszcze :).

Przepis znaleziony w Zufikowie, ale nieco przeze mnie zmodyfikowany :).

Składniki (na 3 blachy pierniczków, u mnie około 100 szt):

✔ 500 g mąki
✔ 75 g miękkiego masła
✔ 70 g miodu płynnego (u mnie domowy ziołomiód pokrzywowy)
✔ 100 g cukru pudru
✔ 1 jajko
✔ pół łyżeczki sody oczyszczonej
✔ 2 łyżki przyprawy do pierników (u mnie ta z dodatkiem mąki)
✔ 1 łyżka kakao
✔ mała paczka kolorowych landrynek (nie musujących, nie z sokiem – klasycznych)

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki umieść w misce, wymieszaj lub utrzyj mikserem a następnie zagnieć ciasto. Partiami wałkuj ciasto na grubość 0około 3-5 mm, delikatnie podsypując mąką. Wycinaj pierniczki dowolnych kształtów i umieszczaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ważne jest, by poszczególne partie wkładane do pieca były podobnej wielkości/objętości – będą się wówczas równomiernie piekły.
Landrynki podziel na kolory i pokrusz (umieść je w grubym woreczku i owiń w ściereczkę, a następnie pokrusz na desce za pomocą młotka lub wałka) lub zmiel na pył w młynku (ja tak zrobiłam). Nie ma to w zasadzie znaczenia czy będą to mniejsze czy większe kawałki.
W pierniczkach ułożonych na blaszce, wycinaj foremką mniejszy otworek i wsyp do otworka landrynki w danym kolorze (ja wsypywałam proszek na równi z powierzchnią pierniczka). Za pomocą słomki zrób otworek na sznureczek lub wstążkę. Słomką wychodzi to najlepiej, ponieważ środek wykrojonej dziurki pozostaje w słomce ;).
Piecz pierniczki około 10-15 minut w zależności od wielkości pierniczków (obserwuj) w temperaturze 150ºC. Uważaj, żeby landrynki się nie spieniły i nie wypłynęły poza otwór (w takim wypadku zamieszaj piankę szybko wykałaczką – powinna przestać buzować). Po upieczeniu niech postoją chwile na blasze, odczekaj aż stwardnieje cukierek – potem bez problemu odchodzą od papieru. Prosto z niego kładłam je do dużej miski – żadnych kratek itd. ;).
Sprawdzają się idealnie jako prezent świąteczny, ozdoba w kuchni czy na choince. Myślę, że są niezastąpione jak chodzi o mnogość zastosowań :).
Przechowujcie w szczelnej puszce lub słoju :)
Kolorowych i smacznych świąt :).
 

Ciasteczka dla Świętego Mikołaja, czyli kruche maślane krążki z żurawiną i pistacjami :)

06 gru

Coraz bliżej święta. Nieubłaganie czas pędzi do przodu i proszę – dziś już Mikołajki :). Mam dla Was z tej okazji wyjątkowy przepis pochodzący z USA – przepis na ciasteczka świętego Mikołaja.

W Stanach Zjednoczonych ciasteczka te wypieka się wspólnie z dziećmi w dniu 24 grudnia, ponieważ następnego dnia (25.12.) obchodzone jest Boże Narodzenie (Christmas Day), w którym to dniu, o świcie, Mikołaj roznosi dzieciom prezenty. Ciasteczka upieczone poprzedniego wieczoru, świeże, pachnące, chrupiące oraz szklanka mleka (czasem zostawia się ciepłe mleko, czasem zimne) mają być podziękowaniem za przyniesione prezenty i formą ugoszczenia Mikołaja w domu. Praktyka „mikołajowania” wygląda jednak całkiem zabawnie :). Rodzice bowiem, którzy pełnią obowiązki Mikołaja i szykują prezenty dla dzieci, zwykle tak wczuwają się w rolę, że w nocy imitują dźwięki sań, dzwonków reniferów i ciężkie kroki mikołajowych butów, a z przygotowanego stosiku ciasteczek znikają zawsze minimum 2 sztuki i kilka łyczków mleka za to pozostaje wokół duuużo okruszków ;). Ot taka to historia ciasteczek Świętego Mikołaja :).

Postanowiłam je opublikować dziś, jako, że w Polsce to dzisiaj świętuje się Mikołajki i to dziś według naszej tradycji Mikołaj obdarowuje dzieci prezentami – może więc warto upiec mu ciasteczka? ;)

Składniki (na około 40-45 ciasteczek o średnicy 7 cm):

✔ 200 g miękkiego masła lub ewentualnie dobrej jakości margaryny do wypieków (masło daje znacznie lepszy efekt końcowy – smakowy i wizualny)
✔ 325 g mąki
✔ 100 g cukru pudru (może być też cukier trzcinowy)
✔ 2 łyżeczki cukru waniliowego
✔ 2 łyżki mleka
✔ szczypta soli
✔ 45 g posiekanych niesolonych pistacji* (lub orzechów nerkowca, ale pistacje ładniej wyglądają ;))
✔ 75 g suszonej żurawiny

Sposób przygotowania:

Pistacje i żurawinę płuczemy i osuszamy delikatnie ręcznikiem. Siekamy dość drobno lub rozdrabniamy w młynku lub blenderze, ale nie za mocno. Mąkę, cukier, cukier waniliowy i sól przesiewamy do miski. Dodajemy masło, żurawinę i pistacje i wszystko dokładnie mieszamy. Formujemy wałek o średnicy 7 cm – ważne aby wałek był równy i w ładnym kształcie – od tego zależy wygląd naszych ciastek. Taki wałek zawijamy w folię i na wszelki wypadek jeszcze raz delikatnie rolujemy i wyrównujemy.

Wkładamy na 2h do lodówki lub na 45 minut do zamrażalnika jeśli mamy miejsce i równą powierzchnię, by wałek się nie odkształcił.
Po tym czasie rozwijamy ciasto z folii i kroimy roladę ostrym nożem na 5-7 mm plastry, rozkładamy na blasze na papierze do pieczenia w niewielkich odstępach (ciastka w zasadzie nie rosną podczas pieczenia; sugeruję nieco większe odstępy niż na zdjęciu) i pieczemy około 15 minut w 170-180°C (do zezłocenia). Upieczone ciastka studzimy na kratce.

Smacznego Mikołaje ;)

*Pistacje solone w gruncie rzeczy też się nadadzą, ale trzeba je przepłukać porządnie z soli. Nie moczymy orzechów w wodzie!